"Mała" przestroga odnośnie Llloyds'a. Jakiś czas temu wyjechałem wraz z dziewczyną na kilka miesięcy z Anglii. Wiedzieliśmy, iż wrócimy, dlatego nie zamykaliśmy kont. Zmieniliśmy adres na adres mojego szwagra, który ma tutaj dom, a w związku z faktem, iż termin ważności naszych kart upływał, zamówiliśmy nowe. Czekamy, czekamy, nie przychodzą, a minął około miesiąc. Nikt nie był w stanie udzielić informacji, dlaczego nie doszły, także zablokowaliśmy je na wszelki wypadek.
Po powrocie z Polski okazało się, iż moje konto zostało zablokowane, nie mogłem przeprowadzić żadnych operacji. Udałem się wobec tego do oddziału banku, by ów fakt wyjaśnić. Co ciekawe, znowu nikt nic nie wiedział, spoglądali na mnie jak na jakiegoś przybysza z kosmosu, który nie wiadomo czego chce. A nadmieniam, iż mój angielski może nie jest nie wiadomo jak rewelacyjny, ale na pewno nie z serii "Kali chcieć". Ostatecznie zawołano jakiegoś managera, który stwierdził, iż faktycznie zablokowano konto, ale on w zasadzie nie wie dlaczego. Odblokują, jeśli przyniosę paszport i potwierdzenie adresu.
Przyniosłem. Zapytałem czy w związku z faktem, iż nie mam karty, mógłbym ją zamówić? Oczywiście, na miejscu zapewniono mnie, że karta przyjdzie w ciągu 5-10 dni. Czekam, czekam. Nic. Dzwonię na infolinię, oczywiście nikt nic nie wie w dalszym ciągu. Po usilnych naleganiach, by jednak coś spróbowano ustalić, dowiedziałem się, iż... adres co prawda mam zmieniony, ale tylko... rezydencyjny, a nie korespondencyjny?
Moje zdziwienie nie miało granic, jak to możliwe? Człowiek przychodzi do banku, zmienia adres, chyba jasne być powinno, iż chodzi o adres do korespondencji, a nie żaden inny. W ogóle jest jakiś rezydencyjny?
Już nie wspomnę o tym, że bank naraża mnie na utratę środków finansowych, wysyłając kartę na poprzedni adres.
Udałem się więc po raz kolejny do oddziału. Ten sam manager, który odblokowywał mi konto stwierdził, że faktycznie jest inny adres rezydencyjny i korespondencyjny, ale on to zaraz załatwi. I oczywiście potwierdził, że karta została wysłana na prawidłowy tym razem. Tym razem, nie ufając już panu managerowi, zadzwoniłem jeszcze raz na infolinię, gdzie poinformowano mnie zdecydowanie, że karta na pewno została do mnie wysłana, nie podałem i teraz przez telefon adresu, tylko poprosiłem o jego przeczytanie, by być pewnym. Wszystko wydawało się być jak należy.
Czekam 3 tygodnie. Karty jak nie ma, tak nie ma. Dzwonię. I pani na infolinii informuje mnie, że karty nie ma... bo została wysłana, ale najprawdopodobniej do oddziału banku, lecz ona nie jest pewna. Myślałem, że mnie szlag trafi. Podziękowałem i postanowiłem zrezygnować z ich usług. Kilka dni później przyszedł list-reklama z Llloyds'a. Po raz kolejny trafił mnie szlag. Dla reklam to adres jest w porządku, ale by wysłać kartę - już nie.
Poszedłem do Barclays'a. Otworzyłem konto w 20 min, bez żadnych dokumentów, z samym paszportem, adres podałem sam, bez żadnego potwierdzenia, kartę dostałem 3 dni później. Jakiś czas później wyleciało mi z głowy hasło pomocnicze do konta internetowego. Nie było problemu, od razu zamówiłem nowe, a w tym czasie, bym nie tracił dostępu do konta, tymczasowo i tak miałem do niego wgląd, w pewne opcje. W banku ludzie uśmiechnięci, zwracają się po nazwisku, jestem mile zaskoczony. Zupełnie inny świat.
Dalej, mój znajomy zmieniał w Lloyds'ie adres 5 razy. Nie udało mu się to. Czyżby powtórka z historii?
Moja dziewczyna raz wpisała błędnie PIN w bankomacie. Karta została zablokowana. Rozumiem, gdyby pomyliła się 2, 3 razy, ale raz? Przecież każdemu może się chociażby palec omsknąć. I karta zablokowana.
Próbowałem na koncie internetowym zmienić numer telefonu, bowiem ostatnio mają taki motyw, iż dzwonią do ciebie, gdy chcesz wykonać przez internet przelew, by potwierdzić, że ty to ty. Kolejna paranoja moim zdaniem. Numer zmieniłem, ale... przelewu wykonać nie mogłem. Dlaczego? Powiedziano mi, iż muszę czekać 2 tygodnie, bo... bo takie są procedury i tyle. A kogo obchodzi to, że człowiek potrzebuje wykonać przelew?
Mój kolejny znajomy czekał na PIN do karty 3 tygodnie i po wielu monitach dał sobie spokój. Obym już nigdy nie miał "przyjemności" z Lloyds'em.